Sozopol po południu, kiedy stare miasto cichnie
Są miejsca, które najlepiej zapamiętuje się nie przez listę zabytków, ale przez porę dnia. Sozopol został mi w głowie właśnie tak: jako stare miasto, które najwięcej mówi wtedy, gdy człowiek przestaje się spieszyć. W Sozopolu najłatwiej zgubić plan. I chyba właśnie o to tam chodzi. Można oczywiście przyjechać z zamiarem obejścia starego miasta, zobaczenia drewnianych domów, zejścia nad morze, zrobienia kilku zdjęć przy skałach i wypicia kawy gdzieś w cieniu. Taki plan jest prosty, rozsądny i całkiem wykonalny. Tylko że Sozopol szybko zaczyna go rozmiękczać. Ulica skręca trochę inaczej, niż się spodziewałem. Pojawia się kot. Potem stare okno. Potem zapach morza między domami. I nagle okazuje się, że od dziesięciu minut stoję w miejscu, które nie było zaznaczone jako żaden punkt. Stare miasto ma w sobie coś bardzo spokojnego, ale nie pocztówkowego. To nie jest spokój idealnie wypolerowany. Raczej taki codzienny: z praniem za oknem, z drewnem ciemniejącym od słońca i soli, z kamie...